Dziewanna
królowa łąki
nosiła na głowie
modrą miednicę
nieba
Śpiewały dla niej
świerszcze
Rozchodnik klęczał
u jej zielonych
pantofli
Dziewczyna wróżąc
wydarła żółte oczy
dziewannie
W nocy
dziewanna
pod okno przychodzi
Dziewczyna
w rękach mężczyzny
się chowa
Ślepa dziewanna
na parapecie staje
podtrzymywana
przez czarne nietoperze
Mężczyzna
głowę dziewczyny
kołysze
powieki wargami
zasłania
aby świerszcze
oczu jej
nie wypiły
Matko Boska w papierowej koronie
Mieszkanko zimnego kościoła
Królowo srebrnej ciszy
Ucieczko od ciekawych spojrzeń
Opiekunko słów miękkich jak narcyzy
Patronko naszych pocałunków
Świadku najpiękniejszej przysięgi
Codziennie do ciebie przychodzę
chociaż wiem
tęsknoty nie zmniejszysz
rozłąki nie skrócisz
Co ty wiesz o miłości
niebieska i gipsowa
która nawet swego syna
poczęłaś nieprawdziwie
To są buciki
w sam raz
na twoje nóżki
latające w powietrzu
jak czyżyki
Na twoje nóżki
smakujące dotykiem
podłogę
ziemię
trawę
Na twoje nóżki
które można ukryć
w najmniejszej kieszeni
Buciki
do kałuży z kijankami
Buciki
do psa Szatana
Buciki
do piaskownicy
Buciki
do komór gazowych
Tysiące bucików
małych Dawidów
Z nóżek
których nie można było
ukryć
w najmniejszej kieszeni