Kiedy wspomnę
pieszczotę twych rąk
nie jestem już dziewczyną
która spokojnie czesze włosy
ustawia gliniane garnki na sosnowej półce
Bezradna czuję
jak płomienie twoich palców
zapalają szyję ramiona
Staję tak czasem
w środku dnia
na białej ulicy
i zakrywam ręka usta
Nie mogę przecież krzyczeć
W spódnicy
do ziemi samej
szła Matka Boska
w kolorowej chuście
dzieciątko niosła
Chrystusik
różową piętę
z chusty wysunął
A ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
szłam za nimi
Matka Boska
w szarą szmatę
rumianki zbierała
dla syneczka
na chory brzuszek
Nad potokiem
w macierzance
dzieciątko ułożyła
Pieluchę
w potoku prała
na głogu
suszyła
Chrystusik
w macierzance
zloty tyłek
do nieba wystawił
A ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
za głogiem siedziałam
Koło płotu
za stodołą
Matka Boska
kurę czerwoną
złapała
Do chusty
z Chrystusikiem
włożyła
I poszliśmy
oni przodem
ja za nimi
a za nami
świerszczy stado
Pod lasem
gdzie jarzębiny
stało dużo
wielkich wozów
z małymi oknami
Do nich wiodły
srebrne schody
wysoko
Po tych schodach
Matka Boska
do nieba wchodziła
z Chrystusikiem
i kurą czerwoną
A ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
przykucnięta w rowie
czekam
aż znowu na ziemię
zejdzie
Słońce
kładzie mi na oczy
żółte okulary
snu
I ja
mała święta Bernadetta
nieco większa od zająca
mam widzenie
Schodzi z wozów
wiele Matek Boskich
Każda niesie
Chrystusika
i kurę czerwoną
To są buciki
w sam raz
na twoje nóżki
latające w powietrzu
jak czyżyki
Na twoje nóżki
smakujące dotykiem
podłogę
ziemię
trawę
Na twoje nóżki
które można ukryć
w najmniejszej kieszeni
Buciki
do kałuży z kijankami
Buciki
do psa Szatana
Buciki
do piaskownicy
Buciki
do komór gazowych
Tysiące bucików
małych Dawidów
Z nóżek
których nie można było
ukryć
w najmniejszej kieszeni