Kiedy wspomnę
pieszczotę twych rąk
nie jestem już dziewczyną
która spokojnie czesze włosy
ustawia gliniane garnki na sosnowej półce
Bezradna czuję
jak płomienie twoich palców
zapalają szyję ramiona
Staję tak czasem
w środku dnia
na białej ulicy
i zakrywam ręka usta
Nie mogę przecież krzyczeć
Dziewanna
królowa łąki
nosiła na głowie
modrą miednicę
nieba
Śpiewały dla niej
świerszcze
Rozchodnik klęczał
u jej zielonych
pantofli
Dziewczyna wróżąc
wydarła żółte oczy
dziewannie
W nocy
dziewanna
pod okno przychodzi
Dziewczyna
w rękach mężczyzny
się chowa
Ślepa dziewanna
na parapecie staje
podtrzymywana
przez czarne nietoperze
Mężczyzna
głowę dziewczyny
kołysze
powieki wargami
zasłania
aby świerszcze
oczu jej
nie wypiły
To są buciki
w sam raz
na twoje nóżki
latające w powietrzu
jak czyżyki
Na twoje nóżki
smakujące dotykiem
podłogę
ziemię
trawę
Na twoje nóżki
które można ukryć
w najmniejszej kieszeni
Buciki
do kałuży z kijankami
Buciki
do psa Szatana
Buciki
do piaskownicy
Buciki
do komór gazowych
Tysiące bucików
małych Dawidów
Z nóżek
których nie można było
ukryć
w najmniejszej kieszeni